Żadna z rzeczy, które mam na sobie, nie kosztowała więcej niż 20 złotych. Taki urok hamowych wyprzedaży. Widziałam tę sukienkę w cenie regularnej, mierzyłam, stwierdziłam, że 80 złotych to za dużo i na pewno ją przecenią:). Widziałam na wyprzedaży w moim mieście za 40, ale stwierdziłam, że są ładniejsze i nawet jedną ładniejszą nabyłam. Ale w przerwie między drugim a trzecim egzaminem w poniedziałek wybrałam się do Złotych Tarasów i tam wisiała sobie z czerwoną metką ogłaszającą, że teraz za 20 złotych można ją nabyć, więc oczywiście od razu zapałałam do niej gorącym uczuciem. Równie mocno poczułam pragnienie nabycia kolczyków za złotych dziesięć, zwłaszcza, że one mnie bardzo korciły jeszcze w cenie regularnej ale mój studencki portfel świecił wówczas pustkami. A sandały również przecenione na 20złotych służą mi dzielnie już 3 rok.
Powróciłam teraz na łono domu rodzinnego z niemal skończoną sesją. Pozostało mi rozpakować wszystkie rzeczy, poprać, poprasować, wyskoczyć na chwilę do Warszawy zdać ostatnie dwa egzaminy i zaraz znów będę musiała wyciągać walizkę. Muszę też wymyślić co by tu wymodzić z włosami, bo czuję potrzebę zmiany.




sukienka- h&m, 20zł z 79,90
kolczyki- h&m, 10zł z 24,90
sandały, pierścionek- tak dla odmiany- h&m
ale bransoletki- pepco