niedziela, 15 stycznia 2012

194- O wyczuciu chwili i tęsknocie za kieckami.

Wspominałam kiedyś o moim fantastycznym wyczuciu chwili? Wiem, że nie- pytanie retoryczne:)
Teraz, dzień przed zaliczeniem, korzystając właśnie z tegoż wyczucia mój organizm postanowił się zbuntować i obniżyć swą odporność. Ok, stanie na mrozie przez pół godziny i plotkowanie z koleżankami z liceum pewnie nie pomogło, ale żeby mi tak od razu w korzonki poszło to już gruba przesada! Ale spoko, walczę.  Z tego wyczucia skorzystałam bardzo boleśnie w Czarnogórze obficie pryskając się offem w obronie przed komarami. Nie wpadłam jednak na to, że zawarty w nim alkohol się łatwo ze skóry nie wypłukuje i zafundowałam sobie tym samym dość ciężkie poparzenia (żeby nie było- pryskałam się wieczorem, brałam prysznic i poparzyłam się na drugi dzień), osłanianie rąk i dekoltu przez resztę wyjazdu, propozycję pobytu w czarnogórskim szpitalu i retuszowanie swoich rąk na zdjęciach przez kolejny miesiąc:P
Zdarzyło mi się też zgorszyć pewnego profesora swym siarczystym klnięciem (ale miałam powód), czy zbyt głośno wyrazić niepochlebną opinię, ale jak to mawiał mój kolega-  język trzeba mi było upitolić za młodu.
A żeby było coś o ciuchach to teraz maxi sukienka w roli maxi spódnicy bo mi się ostatnio za kieckami zatęskniło.




sukienka- new look
t-shirt- reserved
bransoletki- h&m

21 komentarzy:

  1. za każdym razem jak czytam Twoje notki to sikam ze śmiechu:D oczywiście współczuję Ci traumatycnych wspomnień, ale to w jaki sposób o tym piszesz powala mnie na kolana! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna stylizacja muszę przyznać, pasuje do ciebie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna jest ta sukienka ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo Ci ładnie w szarościach. Nie tylko Tobie zachciało się długiej kiecki. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. też mi się tęskni za kieckami i latem...

    OdpowiedzUsuń
  6. O kurcze, ja u Ciebie dawni nie byłam, ze nastapiła taka zmiana Twego looku :)) Czad :))
    Moj tez ma takie tendencje. Na ogol jak to nazywam jego jedynym mechanizmem obronnym przed moim pracoholizmem ;))) Jak pracuje za duzo to mi zafundouje dwutygodniowa angine :D

    OdpowiedzUsuń
  7. śliczna stylizacja i cudne włosy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Spódniczka ma świetny kolor! Lubię maxi skirt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niezła spódnica maxi ;) Pasuje Ci :))
    A profesorowi widocznie się należał ochrzan ;))

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. aż mam ochotę na zakup długiej spódnicy! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Musimy koniecznie odrobić dzisiejszą stratę. A tymczasem zapraszam na coś "Na pocieszenie" u siebie na blogu. Pozdrawiam ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. świetnie wyglądasz; spódnica jest rewelacyjna! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. WOW. genialny set ;O

    chinchilla-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Z offem kiedyś miałam taką bardziej blondynkową sytuację. Miałam ranki, strupy. Jak to ja, tysiąc ran, jak dziecko 10letnie. Umierałam, tak piekło. Podoba mi się nowy stan fryzurowy z szarością ubioru tworzy idealną kombinację. Jak Chuck Norris z Nokia 3310 :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Masz swój styl;D.
    Tylko jak go nazwać;DD.
    Wybacz spódnica mi nie pasuje;).
    Chociaż jest coś w twojej stylizacji oryginalnego;).
    Fajnie, że nie lecisz za modą tylko wiesz co i jak ma być, żeby było po twojemu;).
    Zapraszam do siebie;).

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku jak mi się tu podobasz! Ta suknia jest rewelacyjna, bardzo fajnie ją zestawiłaś. Pięknie!

    OdpowiedzUsuń
  17. Super stylizacja! Pasuje do ciebie:) W wolnej chwili wpadnij na moj blog, moze ci sie spodoba:D

    OdpowiedzUsuń